Czas wyboru sukni ślubnej właśnie nadchodzi. Wiemy, jak ważny jest to moment dla wszystkich z Was. Dlatego poniżej przytaczamy wspomnienia jednej z „byłych” Panien Młodych, która chętnie dzieli się swoimi wspomnieniami i radami. Naprawdę warto przeczytać. 

„(..) Muszę przyznać, że to było bardzo ciekawe doświadczenie, szczególnie wizyta w tych pierwszych salonach, gdy jeszcze nie miałam pojęcia jak “to” wszystko na ogół się odbywa…

Na pierwsze poszukiwania sukni ślubnej dobrze jest wybrać się odpowiednio wcześniej, nawet 9-12 miesięcy przed wyznaczoną datą ślubu. Oczywiście, że damy radę gdzieś kupić, albo zamówić do szycia suknię na 2 miesiące przed datą, ale już nie w każdym sklepie i nie od każdego producenta. Ja poszukiwania zaczęłam 7 miesięcy przed ślubem, a 5 miesięcy przed złożyłam zamówienie na tę wybraną.

Nie wiedziałam, że do salonu nie można sobie tak po prostu przyjść, że trzeba się wcześniej zapowiedzieć i umówić na konkretną godzinę. To nie jest sklep z ciuchami, w którym wolno samodzielnie myszkować pomiędzy wieszakami. Pracownica salonu poświęca nam i tylko nam całą swoją uwagę, zwykle przez czas jednej godziny. Wysłuchuje naszych oczekiwań, przynosi odpowiednie modele, a później pomaga nam się w nie ubrać.

 

W ciągu godziny udaje się zwykle przymierzyć kilka sukien ślubnych – 2, 3, może 6, to wszystko zależy od naszego tempa. Czasem po 10 sekundach chcemy zdjąć z siebie model, który nie przypadł nam do gustu, a czasami przez 30 minut gapimy się na siebie w lustro… :)

 

Ważne! Co mieć ze sobą?

  • Dobrze mieć na sobie ładną, cielistą bieliznę nie prześwitującą przez materiał, taką w której nie będziemy czuć skrępowania przed pracownicą salonu, podczas gdy pomaga nam się ubrać :)
  • Warto żeby biustonosz miał odpinane ramiączka.
  • A także: dobrze zabrać ze sobą wygodne szpilki, bo może się okazać, że w salonie nie będą mieli naszego rozmiaru i będzie nam przez godzinę niewygodnie.

 

Na poszukiwania koniecznie trzeba wybrać się z otwartą głową i nie być zbyt upartą. Warto oczywiście mieć swoją wizję, ale tutaj właśnie jest pora, by własne wyobrażenia o idealnym modelu skonfrontować z rzeczywistością.

Początkowo – zgodnie z moimi wyobrażeniami – poszukiwałam zupełnie innej sukni, ale po przymierzeniu kilkunastu wiedziałam, że muszę trochę zmienić kierunek. Okazało się, że te z bardziej zabudowaną górą optycznie skracały moją sylwetkę, a najkorzystniej wyglądam w gorsetach bez ramiączek. A wierzcie mi, że była to ostatnia rzecz, jakiej mogłabym się spodziewać. Nie chciałam przecież niczego sztywnego, a gorsety kojarzyły mi się bardzo negatywnie…

A tu proszę, niespodzianka – tylko w takim fasonie czułam się w 100% dobrze. „